Czy psy cierpią na samotność?

Zazwyczaj mamy rodzinę, pracę, znajomych i przyjaciół, hobby, zainteresowania, nałogi… Czasem mamy też psa – z wyboru bądź z przypadku. Nie zawsze planowaliśmy wprowadzić do naszego świata czworonoga, ale cóż, stało się. Prezent od małżonka, spełnienie marzeń dziecka czy dobry uczynek z potrzeby serca, i oto – mamy w domu psa. Pies najczęściej stanowi zaledwie jeden z elementów naszego życia. Staramy się, w miarę możliwości, zaspokoić wszystkie jego potrzeby fizyczne – karmimy, wyprowadzamy na spacer, od czasu do czasu do weterynarza, czasem się bawimy. Jednak większość swojego życia pies spędza zupełnie sam. Czekając, aż wrócimy z pracy, a wtedy cały jego samotny świat wywraca się do góry łapami i znów jest, dla kogo skakać, szczekać i merdać ogonem. Jednak właśnie wtedy, gdy całym sobą daje nam do zrozumienia, jak bardzo czekał na to spotkanie, jak wiele dla niego znaczymy, że jesteśmy całym jego światem – pies zazwyczaj dostaje burę lub w najlepszym wypadku – jest odsyłany na swoje miejsce. „Ok – myśli sobie pies. – I tak zdążyłem im powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczą. Może za mało się starałem. Następnym razem spróbuję dać z siebie więcej”.  
Czasem pies w pustym mieszkaniu dosłownie szaleje ze stresu i uczucia samotności. „Lęk separacyjny” – tak określa się ten stan psychofizyczny zwierzęcia, kiedy z rozpaczy demoluje pod naszą nieobecność mieszkanie, rozpaczliwie szczeka, próbuje wydostać się z czterech ścian na zewnątrz – byle jak najdalej od tych przerażających, cichych, martwych pod nieobecność opiekunów pokoi. Dlaczego psy niekiedy tak bardzo przeżywają „rozdzielenie” z właścicielem? Pozostawienie go samego w pustym domu? 

Odpowiedź nie zawsze jest prosta, a przyczyn może być wiele, w zależności zarówno od wcześniejszych doświadczeń czworonoga, jak i predyspozycji genetycznych. Jedno jest jednak pewne – pies jest zwierzęciem społecznym, pochodzącym od wspólnego z wilkiem przodka, na wolności żyjącym w liczących od kilku do kilkunastu osobników sforach. Tworzącym rozbudowane relacje społeczne, będącym ważnym i pełniącym w sforze swoją szczególną rolę. 

A więc szczeniaka lub dorosłego psa wprowadzamy do naszego domu, zapewniamy wikt i opierunek, w najlepszym przypadku – chwilę zabawy, i zostawiamy samemu sobie. Co więcej, nie zawsze zapoznajemy psa z zasadami, obowiązującymi w naszym domu, zakładając, że „sam dobrze wie, że tak się nie robi”! Gniewamy się, gdy zwierzę popełniło kolejny błąd, nie dając żadnej wskazówki, najmniejszej szansy na poprawę czy zrozumienie! Oczywiście, nam się wydaje, że kiedy po raz setny powtarzamy psu „Nie wolno!”, to sam wpadnie na to, jak się zachować powinien. Bo skoro nie wolno mu czegoś robić, na pewno istnieje drugi, lepszy wariant zachowania, pożądany przez człowieka. Ale tę wiedzę człowiek najczęściej zostawia dla siebie – niech pies zgaduje…   Niestety, zabawa w zgadywanki częstokroć kończy się dla psa dramatycznie. Rodzina, nie wytrzymując psiego zachowania, w najlepszym wypadku eksmituje pupila na podwórko do budy, w najgorszym – oddaje „w dobre ręce”. O opcji oddania do schroniska czy wywiezienia do lasu nawet nie będę pisać… Wątpię, by ludzie ci chcieli czytać cokolwiek, więc ten artykuł z pewnością nie jest skierowany do nich.   

A więc pozbawiony kontaktów społecznych, niewychowany, niezrozumiany i nierozumiejący człowieka pies – to tylko jedno z możliwych obliczy psiej samotności. Drugie – nieraz mniej drastyczne w skutkach, lecz tak samo negatywnie wpływające na psychikę czworonoga – to rozpieszczanie naszego domowego ulubieńca do granic możliwości przy równoczesnym zaniedbywaniu podstawowych potrzeb psa, takich jak aktywność fizyczna i umysłowa oraz kontakt z przedstawicielami własnego gatunku. Najczęściej dotyczy to psów małych ras, o których wychowaniu często się zapomina, a kwestie spacerów „załatwia się” za pomocą podkładów higienicznych. Życie takiego malucha dopiero może przypominać horror. Uwięzione nie tylko w czterech ścianach, lecz nieraz także w markowych ciuszkach znanych projektantów psiej mody, psy stają się maskotkami swoich właścicieli. Mogą żyć długo, ale czy szczęśliwie? Trzymane z daleka od innych psów, przy najmniejszych próbach kontaktu z nimi, brane na ręce i mocno ściskane w objęciach przerażonego właściciela, takie psy szybko stają się ofiarami tzw. „wyuczonej bezradności”, co z kolei prowadzi do kolejnych problemów behawioralnych, takich jak wspomniany wcześniej lęk separacyjny, agresja wobec psów i ludzi, nadpobudliwość, lękliwość itd. Sami prosimy się o kłopoty… 

Często widzicie na leśnych ścieżkach ludzi, spacerujących z yorkami, chihuahua czy maltańczykiem? Widujecie ganiające za patykami, skaczące przez pnie drzew lub bawiące się z innymi psami pinczerki czy grzywacze chińskie? Szczerze mówiąc, rzadko mi się zdarza spotkać takie pary, domyślam się więc, że psy małych ras muszą zadowolić się krótkimi spacerami wokół bloku czy na ogródku. Szkoda, bo przedstawiciele mniejszych ras psów nadal pozostają psami! Potrzebującymi zarówno ruchu, jak i kontaktów społecznych! Ale cóż, jeśli macie znajomych, którzy chronią swoje yorki przed normalnym psim życiem, zaproście ich na wspólny spacer. Może zarówno człowiek, jak i pies, odnajdą w tym nową jakość życia!

Wracając do samotności… W życiu psa jej nieodzowną towarzyszką zazwyczaj jest nuda. Pamiętajmy, że jeśli my nie zaproponujemy psu zajęcia, godnego jego uwagi, on sam z pewnością szybko je dla siebie znajdzie! I nie będzie to wymarzona przez nas aktywność czworonoga. Znudzony, sfrustrowany pies z pewnością zabierze się za coś, do czego jest ukierunkowany genetycznie, a więc za gryzienie, kopanie, szczekanie, znaczenie terenu czy kopanie w ogródku. Nie będzie w tym cienia złośliwości z jego strony, tylko pragnienie zaspokojenia podstawowych potrzeb! A teraz wyobraźmy sobie psa, który towarzyszył nam podczas co najmniej godzinnej wycieczce po okolicy – z odkrywaniem nowych tras i zapachów, poznawaniem nowych psich przyjaciół, z emocjami, związanymi z natłokiem nowych, interesujących bodźców… Z obowiązkowymi ćwiczeniami z posłuszeństwa w trakcie wędrówki, z nagrodami i nowymi wyzwaniami… Pies wraca z nami do domu zmęczony, spełniony i dumny z dobrze wykonanej roboty. Przecież każde wyjście na wspólny spacer – mam tu na myśli prawdziwy spacer, nie okrążenie wokół bloku – to spełnienie rytuału wspólnego polowania, który pies ma w genach. 

Urozmaicajmy spacery z psem – idźmy w nowe miejsca z nowymi zapachami, i oczywiście, pozwalajmy psom węszyć. Nie ograniczajmy nadmiernie kontaktów psów z innymi czworonogami – oczywiście, pod warunkiem, że opiekun tego drugiego czworonoga wyraża na to zgodę. Nie wszystkie psy od razu się polubią. Czasem wystarczy pozwolić im się przywitać, obwąchać. Czasem znajdują w ten sposób kompana do wspólnych zabaw. Nieraz też się pokłócą, ale – bądźmy szczerzy – czy my, ludzie,
nigdy w życiu z nikim się nie pokłóciliśmy? Sprzeczamy się po kilka razy w ciągu dnia, nie za wszystkimi naszymi znajomymi przypadamy, dlaczego więc odmawiamy psom możliwości wyrażania swoich emocji? Lekkie warknięcie czy odsunięcie się od kolegi nie oznacza, że pies przejawia agresję! Pozwólmy psom czasem mieć swoje zdanie. Psy, które nie są odciągane na smyczy od drugiego psa, nie są szarpane przez zdenerwowanego, spiętego właściciela, niezwykle rzadko dążą do konfliktu z drugim osobnikiem. 

Jeśli nie zawsze mamy możliwość zapewnienia psu dużej dawki ruchu, poćwiczmy w domu. Proste ćwiczenia posłuszeństwa, urozmaicane zabawami węchowymi, wykorzystanie dostępnych na rynku „inteligentnych zabawek” dla psów, nauczenie psa rozmaitych tricków – to wszystko nie tylko zapewni stymulację umysłową naszego czworonoga, lecz, uwierzcie mi, wymęczy go również na tyle, że wkrótce po zajęciach pójdzie sobie uciąć drzemkę. 

Wymyślmy obowiązki domowe dla naszego czworonoga, np. przynoszenie kapci, zamykanie za sobą drzwi na taras czy balkon, znajdowanie domowników na komendę i zanoszenie im drobnych przedmiotów lub liścików z „poleceniami” lub chociażby wyznaniami miłosnymi! Pies będzie szczęśliwy, że sumiennie wykonuje swoją pracę, przecież po to kiedyś przylgnął do ludzkich osad. Tą cechę – gotowość do współpracy z człowiekiem – wzmacniano w psach przez tysiąclecia! Naszym obowiązkiem jest zatem w XXI wieku zapewnić psu chociażby minimum spełnienia jego naturalnych potrzeb. 

Zabierajmy psa ze sobą wszędzie, gdzie się da! Zwracajmy uwagę na momenty, kiedy na pysku zwierzaka wypisane jest szczęście! Tego naprawdę nie da się z niczym pomylić. Uśmiechnięty, zadowolony, zmęczony po wspólnym wysiłku pies „wyleczy się” z większości problemów behawioralnych! Chciałabym wierzyć, że nie tylko z poczucia obowiązku, lecz również z miłości, jaką darzymy nasze czworonogi, postaramy się uchronić je przed samotnością, przed nudą, przed przeżywaniem życia pozbawionego jakiegokolwiek sensu…

Bez zrozumienia potrzeb naszych psów, nigdy nie dojdziemy z nimi do porozumienia…

Skoro już idziemy z psami wspólną drogą, niech będzie to piękna droga dla nas obojga… 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *