Jak zapobiegać agresji wobec ludzi – pierwsze sygnały alarmujące

Dziś chciałabym napisać o podstawowych błędach, popełnianych w pierwszych tygodniach pobytu szczeniaka w naszym domu. 

Załóżmy, że szczeniak trafił do nas w odpowiednim wieku – 8 tygodni. Od tego momentu mamy zaledwie 4 tygodnie na to, by przeprowadzić odpowiednią, prawidłową socjalizację psa. Pamiętajmy, że przed ukończeniem 12 tygodnia życia szczeniak musi wyrobić jak najwięcej pozytywnych skojarzeń związanych z najrozmaitszymi bodźcami, które na pewno spotka w ciągu swojego życia. O zasadach socjalizacji pisałam już wcześniej – Socjalizacja – obowiązek dobrego hodowcy i opiekuna 

Pamiętajmy zatem, żeby poświęcić naszemu pupilowi jak najwięcej czasu w ciągu pierwszych czterech tygodni jego życia z nami pod jednym dachem. Wysiłek, włożony we wczesną socjalizację naszego psa z pewnością przyniesie ogromne korzyści w przyszłości.

Poczyńmy więc kolejne założenie – szczeniak trafił w naprawdę odpowiedzialne ręce i zrobiliśmy wszystko, zgodnie z programem socjalizacyjnym. Co może pójść nie tak, jeśli poświęciliśmy ogrom czasu i wysiłku w pierwszym, najważniejszym okresie jego życia, a okazuje się, że w wieku 5-6 miesięcy nasz szczeniak nagle zaczyna wykazywać objawy lęku przed obcymi bądź pokazuje zęby domownikom?

Oto kilka podstawowych błędów, jakie możemy popełnić:

  1. Przerwanie socjalizacji w wieku 12 tygodni.

Pierwszym, podstawowym i najczęściej popełnianym błędem jest zaprzestanie socjalizacji po osiągnięciu przez szczeniaka wieku 12 tygodni. A więc robiliśmy przez pierwszym miesiąc wszystko jak należy – mamy radosnego, ufnego i otwartego na nowe bodźce szczeniaka i uznajemy naszą misję za zakończoną. Nic bardziej mylnego! Tzw. „furtka socjalizacyjna”, czyli otwartość umysłu psa na nowe doznania, co prawda, przymyka się w wieku 12 tygodni, lecz jeśli nie będziemy wciąż utrwalać wcześniej nabytych doświadczeń, szczeniak, choć wcześniej prawidłowo socjalizowany, może „zapomnieć” to, czego się przedtem nauczył. Dlatego w wieku od 3 miesięcy, i przez całe życie psa, należy wciąż utrwalać pozytywne skojarzenia, wzmacniać pożądane zachowania zwierzęcia, zapoznając go z kolejnymi psami (różnej płci, wieku, ras, w różnych okolicznościach), ludźmi (mężczyznami, kobietami, dziećmi, osobami starszymi, rowerzystami, osobami na wózkach inwalidzkich czy deskorolkach), okolicznościami (środowisko miejskie, środki komunikacji itd). Czas od 12 tygodnia życia szczeniaka to najlepszy moment, by zapisać się do Przedszkola dla Psów lub grup socjalizacyjnych psów w różnym wieku. To czas wspólnych wycieczek i wizyt znajomych w naszym domu. Pamiętajmy, że jeśli w wieku 3-4 miesięcy nasz pies kocha wszystkich i radośnie wita każdego, kto przekracza próg naszego domu, w wieku od 6 miesiąca życia, kiedy pies wkracza w okres dojrzewania, jego natura podpowiada mu, by nauczyć się dystansować wobec tego, co nieznane. To jest proces całkowicie zaprogramowany genetycznie – bardzo młode zwierzę jest otwarte na świat i musi poznać to, co stanowi jego bliższe i dalsze otoczenie, zaś osiągając wiek 6 miesięcy, musi też poznać to, co może stanowić dla niego zagrożenie. Dlatego w tym wieku nasze otwarte i ufne dotąd psy mogą nagle zacząć wykazywać objawy lęku czy agresji, wynikające nie tylko z gwałtownych zmian hormonalnych w organizmie psa, lecz także z naturalnym cyklem rozwojowym tego gatunku.

Zatemnie zaprzestawać socjalizacji! Właściwie – nigdy! Przez całe życie psa należy od czasu do czasu wzmocnić smakołykiem jego przyjazne nastawienie do nowo poznanego człowieka, nowego czworonoga, nowej sytuacji. Tylko poprzez „powracające utrwalanie” możemy sprawić, że pies wciąż pozostanie otwarty na świat.

  1. Lekceważenie wczesnych „sygnałów alarmujących”.

Od pierwszych dni życia psa w naszym domu należy uważnie obserwować sygnały, wysyłane przez szczeniaka. Oczywiście, musimy nauczyć go akceptacji dotyku – na całym jego ciele. Kiedy głaszczemy, drapiemy, masujemy malucha po całym ciele, zwróćmy szczególną uwagę na uszy, grzbiet, łapy, pazurki, okolice ogona. To są te szczególne miejsca na ciele psa, których dotyku nie lubi część dorosłych zwierząt. Pamiętajmy, że musimy „odczulić” szczeniaka na nasz dotyk na całym jego ciele. Podczas gdy go głaszczemy, musi być absolutnie wyluzowany. Nasz dotyk nie powinien wywoływać żadnego napięcia – jeśli je obserwujemy już w wieku szczenięcym, problem z wiekiem będzie się nasilał. Jeśli szczeniak szczególnie nie lubi dotyku poduszek łap, musimy poświęcić na „odwrażliwienie” (pies przestaje negatywnie reagować na bodziec) i „przeciwwarunkowanie” (pies zaczyna lubić bodziec, który wcześniej wzbudzał jego lęk lub agresję)  dotyku w tym konkretnym miejscu nieco więcej czasu.

Kolejną częstą przyczyną agresji dorosłego psa wobec człowieka bywa czynność, której nie da się uniknąć w życiu codziennym z czworonogiem – wzięcie psa za obrożę. Jeśli widzimy, że szczeniak podkula ogon, opuszcza głowę, patrzy z obawą na rękę, wyciągniętą w kierunku jego obroży – musimy natychmiast zacząć działać. Trzymiesięczny szczeniak, unikający takich czynności ze strony człowieka w przyszłości może inaczej okazać swoje nastawienie. Może zacząć powarkiwać, pokazywać zęby, a nawet gryźć. Zatem – koniecznie wprowadzamy program naprawczy. Jak? Podczas codziennych ćwiczeń z psem zawsze, zanim podamy psu smakołyk, dotknijmy obroży. Musimy zbudować bardzo pozytywne skojarzenia zwierzęcia z tą czynnością. Dotyk obroży – smakołyk. Dotyk – zabawa. Dotyk – głaskanie. Dotyk – pozwolenie psu na dalszą zabawę z rówieśnikami. Każda z tych wymienionych nagród jest ogromnym pozytywnym wzmocnieniem dla psa. Szczeniak dość szybko nauczy się, że po tym, jak człowiek bierze go za obrożę, od razu następuje coś niezwykle miłego. To spowoduje, że czynność, która wcześniej wzbudzała jego lęk lub niechęć, stanie się zapowiedzią przyjemności, a więc – czynnością bardzo przez niego pożądaną. Pamiętajmy jednak, że warto przeprowadzać takie ćwiczenia z udziałem różnych osób – przede wszystkim, oczywiście, wszystkich domowników i bliskich znajomych. Każdy, kto mieszka lub będzie częstym gościem w naszym domu, musi uczestniczyć w sesjach odwrażliwiania. Warto też, by groomer, weterynarz, sąsiad itd. również włączyli się do tej „zabawy”.  W końcu każdy z nich wcześniej czy później będzie miał do czynienia z naszym pupilem.

Inną sytuacją, kiedy dorosłe psy mogą wykazywać zachowania agresywne, jest przytulanie. Nie każdy pies lubi, gdy człowiek, zwłaszcza nachylając się nad psem, ściska go w swoich ramionach. Niektóre kurczą się ze strachu, inne – również ze strachu – potrafią ugryźć. Szanujmy upodobania naszych zwierząt, ale – warto i ten problem przepracować. Co z tego, że w naszej rodzinie wprowadzimy zakaz przytulania się do psa, który szczerze tego nie znosi? Któregoś dnia wpadnie do nas przyjaciółka z dziećmi i któreś z nich na pewno będzie chciało „przytulić pieska”. Dobrze, jeśli uda nam się odpowiednio wcześnie zareagować, a jeśli nie zdążymy? Wówczas – przez nasze zaniedbanie – pies może mieć poważne kłopoty… Ugryzienie dziecka rzadko kiedy uchodzi psom na sucho, więc warto również odwrażliwić psa na takie ludzkie odruchy. Jak? Dokładnie tak samo, jak z obrożą: nachylenie się nad psem – smakołyk. Lekki przytulas – smakołyk+zabawa; Przytulenie – postawienie miski z kolacją itd. Sposobów nagradzania psa może być znacznie więcej – bądźmy kreatywni.

  1. Nie podchodź do psa, kiedy je!

Nie jestem zwolenniczką przeszkadzania zwierzętom w trakcie jedzenia, ale – pod jednym warunkiem! Zwierze musi akceptować nasze przechodzenie obok niego, kiedy spożywa posiłek, pozwala zabrać miskę w każdej chwili, nie reaguje na nasze kucnięcie przy misce lub wyciągnięcie z niej czegokolwiek. Jeśli te wszystkie czynności możemy bez problemu wykonać, możemy zostawić psa w spokoju podczas spożywania śniadania czy kolacji. Jeśli zaś każde zbliżenie się do jego miski wywołuje warknięcie lub chociażby wyraźne napięcie w ciele psa, z pewnością należy to zmienić. Nie dlatego, by później z upodobaniem grzebać w cudzym talerzu, tylko dla własnego oraz innych bezpieczeństwa. Szczególnie zagrożone w tej sytuacji są zazwyczaj dzieci. Po pierwsze, nie zawsze są chętne do przestrzegania panujących w domu zasad, zwłaszcza jeśli są to dzieci rodziny czy znajomych, którzy wpadli do nas na długi weekend. Po drugie – nawet jeśli tylko przechodzą obok miski, to z racji swojego niewielkiego wzrostu ich oczy często są na wysokości pyska zwierzęcia. Każde spojrzenie dzieciaka na spożywającego posiłek psa, który – odwróci się, czując zaniepokojenie, może spowodować atak. Niestety, w takich sytuacjach psy często atakują twarz dziecka. A to znowuż – może być wyrokiem dla zwierzęcia. O szkodach na zdrowiu i psychice dziecka już nie wspomnę. Zatem – od pierwszych dni szczeniaka w naszym domu – koniecznie wprowadzamy „ćwiczenia z miską”. O tym, na czym one polegają – już w kolejnym wpisie.

Czy psy cierpią na samotność?

Zazwyczaj mamy rodzinę, pracę, znajomych i przyjaciół, hobby, zainteresowania, nałogi… Czasem mamy też psa – z wyboru bądź z przypadku. Nie zawsze planowaliśmy wprowadzić do naszego świata czworonoga, ale cóż, stało się. Prezent od małżonka, spełnienie marzeń dziecka czy dobry uczynek z potrzeby serca, i oto – mamy w domu psa. Pies najczęściej stanowi zaledwie jeden z elementów naszego życia. Staramy się, w miarę możliwości, zaspokoić wszystkie jego potrzeby fizyczne – karmimy, wyprowadzamy na spacer, od czasu do czasu do weterynarza, czasem się bawimy. Jednak większość swojego życia pies spędza zupełnie sam. Czekając, aż wrócimy z pracy, a wtedy cały jego samotny świat wywraca się do góry łapami i znów jest, dla kogo skakać, szczekać i merdać ogonem. Jednak właśnie wtedy, gdy całym sobą daje nam do zrozumienia, jak bardzo czekał na to spotkanie, jak wiele dla niego znaczymy, że jesteśmy całym jego światem – pies zazwyczaj dostaje burę lub w najlepszym wypadku – jest odsyłany na swoje miejsce. „Ok – myśli sobie pies. – I tak zdążyłem im powiedzieć, jak wiele dla mnie znaczą. Może za mało się starałem. Następnym razem spróbuję dać z siebie więcej”.  
Czasem pies w pustym mieszkaniu dosłownie szaleje ze stresu i uczucia samotności. „Lęk separacyjny” – tak określa się ten stan psychofizyczny zwierzęcia, kiedy z rozpaczy demoluje pod naszą nieobecność mieszkanie, rozpaczliwie szczeka, próbuje wydostać się z czterech ścian na zewnątrz – byle jak najdalej od tych przerażających, cichych, martwych pod nieobecność opiekunów pokoi. Dlaczego psy niekiedy tak bardzo przeżywają „rozdzielenie” z właścicielem? Pozostawienie go samego w pustym domu? 

Odpowiedź nie zawsze jest prosta, a przyczyn może być wiele, w zależności zarówno od wcześniejszych doświadczeń czworonoga, jak i predyspozycji genetycznych. Jedno jest jednak pewne – pies jest zwierzęciem społecznym, pochodzącym od wspólnego z wilkiem przodka, na wolności żyjącym w liczących od kilku do kilkunastu osobników sforach. Tworzącym rozbudowane relacje społeczne, będącym ważnym i pełniącym w sforze swoją szczególną rolę. 

A więc szczeniaka lub dorosłego psa wprowadzamy do naszego domu, zapewniamy wikt i opierunek, w najlepszym przypadku – chwilę zabawy, i zostawiamy samemu sobie. Co więcej, nie zawsze zapoznajemy psa z zasadami, obowiązującymi w naszym domu, zakładając, że „sam dobrze wie, że tak się nie robi”! Gniewamy się, gdy zwierzę popełniło kolejny błąd, nie dając żadnej wskazówki, najmniejszej szansy na poprawę czy zrozumienie! Oczywiście, nam się wydaje, że kiedy po raz setny powtarzamy psu „Nie wolno!”, to sam wpadnie na to, jak się zachować powinien. Bo skoro nie wolno mu czegoś robić, na pewno istnieje drugi, lepszy wariant zachowania, pożądany przez człowieka. Ale tę wiedzę człowiek najczęściej zostawia dla siebie – niech pies zgaduje…   Niestety, zabawa w zgadywanki częstokroć kończy się dla psa dramatycznie. Rodzina, nie wytrzymując psiego zachowania, w najlepszym wypadku eksmituje pupila na podwórko do budy, w najgorszym – oddaje „w dobre ręce”. O opcji oddania do schroniska czy wywiezienia do lasu nawet nie będę pisać… Wątpię, by ludzie ci chcieli czytać cokolwiek, więc ten artykuł z pewnością nie jest skierowany do nich.   

A więc pozbawiony kontaktów społecznych, niewychowany, niezrozumiany i nierozumiejący człowieka pies – to tylko jedno z możliwych obliczy psiej samotności. Drugie – nieraz mniej drastyczne w skutkach, lecz tak samo negatywnie wpływające na psychikę czworonoga – to rozpieszczanie naszego domowego ulubieńca do granic możliwości przy równoczesnym zaniedbywaniu podstawowych potrzeb psa, takich jak aktywność fizyczna i umysłowa oraz kontakt z przedstawicielami własnego gatunku. Najczęściej dotyczy to psów małych ras, o których wychowaniu często się zapomina, a kwestie spacerów „załatwia się” za pomocą podkładów higienicznych. Życie takiego malucha dopiero może przypominać horror. Uwięzione nie tylko w czterech ścianach, lecz nieraz także w markowych ciuszkach znanych projektantów psiej mody, psy stają się maskotkami swoich właścicieli. Mogą żyć długo, ale czy szczęśliwie? Trzymane z daleka od innych psów, przy najmniejszych próbach kontaktu z nimi, brane na ręce i mocno ściskane w objęciach przerażonego właściciela, takie psy szybko stają się ofiarami tzw. „wyuczonej bezradności”, co z kolei prowadzi do kolejnych problemów behawioralnych, takich jak wspomniany wcześniej lęk separacyjny, agresja wobec psów i ludzi, nadpobudliwość, lękliwość itd. Sami prosimy się o kłopoty… 

Często widzicie na leśnych ścieżkach ludzi, spacerujących z yorkami, chihuahua czy maltańczykiem? Widujecie ganiające za patykami, skaczące przez pnie drzew lub bawiące się z innymi psami pinczerki czy grzywacze chińskie? Szczerze mówiąc, rzadko mi się zdarza spotkać takie pary, domyślam się więc, że psy małych ras muszą zadowolić się krótkimi spacerami wokół bloku czy na ogródku. Szkoda, bo przedstawiciele mniejszych ras psów nadal pozostają psami! Potrzebującymi zarówno ruchu, jak i kontaktów społecznych! Ale cóż, jeśli macie znajomych, którzy chronią swoje yorki przed normalnym psim życiem, zaproście ich na wspólny spacer. Może zarówno człowiek, jak i pies, odnajdą w tym nową jakość życia!

Wracając do samotności… W życiu psa jej nieodzowną towarzyszką zazwyczaj jest nuda. Pamiętajmy, że jeśli my nie zaproponujemy psu zajęcia, godnego jego uwagi, on sam z pewnością szybko je dla siebie znajdzie! I nie będzie to wymarzona przez nas aktywność czworonoga. Znudzony, sfrustrowany pies z pewnością zabierze się za coś, do czego jest ukierunkowany genetycznie, a więc za gryzienie, kopanie, szczekanie, znaczenie terenu czy kopanie w ogródku. Nie będzie w tym cienia złośliwości z jego strony, tylko pragnienie zaspokojenia podstawowych potrzeb! A teraz wyobraźmy sobie psa, który towarzyszył nam podczas co najmniej godzinnej wycieczce po okolicy – z odkrywaniem nowych tras i zapachów, poznawaniem nowych psich przyjaciół, z emocjami, związanymi z natłokiem nowych, interesujących bodźców… Z obowiązkowymi ćwiczeniami z posłuszeństwa w trakcie wędrówki, z nagrodami i nowymi wyzwaniami… Pies wraca z nami do domu zmęczony, spełniony i dumny z dobrze wykonanej roboty. Przecież każde wyjście na wspólny spacer – mam tu na myśli prawdziwy spacer, nie okrążenie wokół bloku – to spełnienie rytuału wspólnego polowania, który pies ma w genach. 

Urozmaicajmy spacery z psem – idźmy w nowe miejsca z nowymi zapachami, i oczywiście, pozwalajmy psom węszyć. Nie ograniczajmy nadmiernie kontaktów psów z innymi czworonogami – oczywiście, pod warunkiem, że opiekun tego drugiego czworonoga wyraża na to zgodę. Nie wszystkie psy od razu się polubią. Czasem wystarczy pozwolić im się przywitać, obwąchać. Czasem znajdują w ten sposób kompana do wspólnych zabaw. Nieraz też się pokłócą, ale – bądźmy szczerzy – czy my, ludzie,
nigdy w życiu z nikim się nie pokłóciliśmy? Sprzeczamy się po kilka razy w ciągu dnia, nie za wszystkimi naszymi znajomymi przypadamy, dlaczego więc odmawiamy psom możliwości wyrażania swoich emocji? Lekkie warknięcie czy odsunięcie się od kolegi nie oznacza, że pies przejawia agresję! Pozwólmy psom czasem mieć swoje zdanie. Psy, które nie są odciągane na smyczy od drugiego psa, nie są szarpane przez zdenerwowanego, spiętego właściciela, niezwykle rzadko dążą do konfliktu z drugim osobnikiem. 

Jeśli nie zawsze mamy możliwość zapewnienia psu dużej dawki ruchu, poćwiczmy w domu. Proste ćwiczenia posłuszeństwa, urozmaicane zabawami węchowymi, wykorzystanie dostępnych na rynku „inteligentnych zabawek” dla psów, nauczenie psa rozmaitych tricków – to wszystko nie tylko zapewni stymulację umysłową naszego czworonoga, lecz, uwierzcie mi, wymęczy go również na tyle, że wkrótce po zajęciach pójdzie sobie uciąć drzemkę. 

Wymyślmy obowiązki domowe dla naszego czworonoga, np. przynoszenie kapci, zamykanie za sobą drzwi na taras czy balkon, znajdowanie domowników na komendę i zanoszenie im drobnych przedmiotów lub liścików z „poleceniami” lub chociażby wyznaniami miłosnymi! Pies będzie szczęśliwy, że sumiennie wykonuje swoją pracę, przecież po to kiedyś przylgnął do ludzkich osad. Tą cechę – gotowość do współpracy z człowiekiem – wzmacniano w psach przez tysiąclecia! Naszym obowiązkiem jest zatem w XXI wieku zapewnić psu chociażby minimum spełnienia jego naturalnych potrzeb. 

Zabierajmy psa ze sobą wszędzie, gdzie się da! Zwracajmy uwagę na momenty, kiedy na pysku zwierzaka wypisane jest szczęście! Tego naprawdę nie da się z niczym pomylić. Uśmiechnięty, zadowolony, zmęczony po wspólnym wysiłku pies „wyleczy się” z większości problemów behawioralnych! Chciałabym wierzyć, że nie tylko z poczucia obowiązku, lecz również z miłości, jaką darzymy nasze czworonogi, postaramy się uchronić je przed samotnością, przed nudą, przed przeżywaniem życia pozbawionego jakiegokolwiek sensu…

Bez zrozumienia potrzeb naszych psów, nigdy nie dojdziemy z nimi do porozumienia…

Skoro już idziemy z psami wspólną drogą, niech będzie to piękna droga dla nas obojga…